wtorek, 11 lipca 2017

Dalekowschodnie romanse

O miłościach i romansach napiszę dzisiaj, jako najwyższej klasy ekspert rodzaju: nie znam się, więc się wypowiem, gdyż ostatnia moja randka była tak dawno, że nawet najstarsi górale nie pamiętają. Jedyny amant, jakiego zupełnie przypadkowo wyrwałam w Azji był Amerykańcem, a odbyło się to tak: piję browara sama werandzie na tajskiej wsi, dopiero co po wprowadzeniu się. Nie znam we wsi nikogo. A tu drogą idzie białas i dzierży w dłoni piwo, wołam więc, abyśmy napili się razem (w celu zapoznania się z kimkolwiek w Sangkhla, a przy piwie - dobrze rokowało). Jak się później okazało - lepiej byłoby siedzieć cicho! Przemilczę to jednak i przejdę do ciekawszych sytuacji.


Z moich obserwacji wynika, że znaleźć sobie męża, czy też kochanka wcale nie jest łatwo. Że facet zaprosi pannę na randkę i szafa gra. O NIE. O ile męskie białasy bezproblemowo umawiają się z Azjatkami (i takich par widuje się na pęczki), podejmując inicjatywę tak w drugą stronę - cóż. Raczej trudno. Znam w moim bliskim otoczeniu tylko jedną parę facet Azjata, kobieta biała (Taj z birmańską domieszką i Angielka. I to też jedna z nielicznych par, która jest ze sobą z miłości, a nie dla benefitów, o czym wspomnę później.) W każdym razie - faceci raczej są nieśmiali i nie ma lekko, żeby ot tak wyhaczyć sobie kobitkę. Są na tyle nieśmiali, że nawet wyjście do knajpy sam na sam z białą dziewoją, to wielkie wydarzenie. Kiedy jeden z kolegów wietnamskich (takich bardziej obrotnych, że i na piwo by poszedł i zjeść i na pogaduchy - niestety wyemigrował hen daleko, do USA) zaprosił mnie na wycieczkę do siebie do rodzinnej wiochy, to wspólni znajomi mało nie pękli, bo przecież to musi być RANDKA! Inny kolega, również z gatunku przebojowych zapytał mnie pewnego razu:

- Dlaczego białe dziewczyny nie umawiają się z tutejszymi chłopakami?
- A zaprosiłbyś jakąś na randkę?
- No oczywiście, że nie!

Czyli wychodzi na to, że taka kobieta, której podoba się skośnooki chłopiec powinna się na niego zaczaić i sama zarzucić sieci. A on spłonie rumieńcem i przy odrobinie szczęścia powie "yes!".

Inna wielce zabawna sytuacja, która bezpośrednio wywołała we mnie natchnienie do tego wpisu. Otóż chadzam na basen. Mam pod domem, za darmo, no to korzystam. Codziennie. Chwilowo jednak mam przerwę z racji na nowy tatuaż, który nie może być moczony. Moja basenowa towarzyszka chodzi pływać obecnie sama. I tu szansę wykorzystał ON. Zalotnik który jak się okazuje JUŻ OD PIERWSZEGO DNIA obserwuje mnie na basenie. Dopadł więc moją koleżankę i począł gadać. Wyznał jej, iż zaobserwował, że:

- pływam trzymając głowę nad wodą
- wyglądam milej, niż większość białasek.

Wobec tego chciałby się ze mną umówić i czy koleżanka może to zaaranżować. Ona, na szczęście myśląca  odmówiła i kazała mu się samemu zapytać. Nie dała mu żadnego mojego kontaktu, ale numer mieszkania już tak...
Absztyfikant począł jednak wypytywać, o moje życie. Oczywiście, czy mam męża (ku mojej zgrozie znajoma powiedziała zgodnie z prawdą, że nie i ku kompletnej rozpaczy, że ona w sumie to chce mnie ZESWATAĆ). Przykazałam następnym razem dostosować prawdę do sytuacji, oraz dodać, że mam kota, co sra na łóżko.
Adorator zapytał o coś jeszcze: gdzie pracuję, ile zarabiam i czym jeżdżę. Tutaj już znajoma wymiękła i uznała, że jest bezczelny. On natomiast podzielił się swoimi informacjami na ten temat. Jak na targu! Białas = kupa piniendzy.

Co najgorsze z tej całej sytuacji, to że z basenu kojarzyłam tylko podstarzałego pana, który faktycznie codziennie pływał. Nie wyglądał, jakby na mnie zbyt często zerkał, ale kto go wie?! Krótko mówiąc - byłam ciut rozjuszona.

Dzień po tych wszystkich rewelacjach młody chłopaczek zaczepił mnie, jak czekałam na windę, spiesząc się do roboty. Nie wiedzieć skąd znał moje imię i wiedział, gdzie mieszkam. Nieco mnie to zdziwiło, gdyż nie zapoznawałam się jeszcze z sąsiadami. Ale kto by zważał na to, jak człowiek leci na złamanie karku do pracy. 
Szybciutko po tym incydencie basenowa kumpela poinformowała mnie, że on jej powiedział, że dziś rano zagadał do mnie i powiedziałam mu CZEŚĆ. OMG!!!111oneoneone <3 
O tak. Czyli jednak nie muszę czuć awersji do starszego pana, że się zbereźnie gapi. Lowelasem okazał się młodzian.

Ale jednak... pozostanę przy tym kocie srającym na łóżko.


Teraz przejdę do drugiej, nie śmiesznej, a smutniejszej części. Czyli biały pan i żółta pani. Tutaj niestety pojawia się sporo przykrych sytuacji. Niektóre kobiety są przedsiębiorcze i szukają grubych portfeli (i co tu dużo mówić - znam takie przypadki i to nie mało; to nie są tylko głupie stereotypy). Jednak jest też sporo dziewczyn, które są po prostu zafascynowane, zakochują się i niestety bardzo łatwo zostają skrzywdzone przez zachodnich macho, którzy przyjeżdżają na łowy i w głowie im tylko przygoda z egzotycznymi pannami. Potem facet wyjeżdża/znajduje kolejną dziewuszkę, a ta wykorzystana chlipie w poduszkę. 

Przykład mej rozmowy z Europejczykiem związanym już przez długi czas z Azjatką:

- Ja współczuję tym wszystkim pięknym, ambitnym Europejkom tutaj. Biały facet nigdy takiej nie weźmie, choćby by była i najlepsza na świecie, jak wokoło jest tyle pięknych, chętnych, malutkich dupeczek. Ale ożenić się z taką to absolutnie nie,  bo różnice są zbyt duże.

No i jak żyć? Wiadomo, że nie wszyscy tacy są. Ale trafia się niestety sporo. I nawet tego nie ukrywają

Kolejną dość powszechną rzeczą (w Tajlandii codzienność, w Wietnamie nikogo takiego nie znam) są związki: starszy facet potrzebuje papierologii, wizy itd. + młoda ładna pani, ale bez kasy. I tak to funkcjonuje, ludzie się kłócą.

Szczęśliwe mieszane pary, które znam można by niestety policzyć na palcach. W dużej mierze niestety miłość jest fikcją. Czy wniosek z tego taki, że Tajki, czy Wietnamki lecą na hajs, a faceci z zachodu to zaślepione chucią buhaje? Jeśli taki ruchajło trafi na pijawkę, to tak po prawdzie - oboje mają swe korzyści i nie ma co się burzyć. Ale widok popłakującej koleżanki, pytającej dlaczego Europejczycy tacy są, po tym jak ją skrzywdził jakiś wakacjowicz, co obiecywał złote góry, a potem wyjechał jednak nie napawa optymizmem. Można by powiedzieć "wiedziała, co robi", ale dla większości dziewczyn (pomijając tę szczególną grupę nastawioną na mamonę i w zamian chętną do gżenia, a niestety wielu postrzega tak je wszystkie, co prawdą nie jest) umawianie się z facetem na randki samo w sobie to już poważna sprawa. Nie mówiąc o czymś więcej. Tutaj na wierzch wyłażą różnice i to może czasem boleć.

W mym zamiarze post był śmieszny, a wyszło pół śmiesznie, pół poważnie.
Na koniec powiem zatem, że widzę na kilku pięknych przykładach, że taki mieszany związek może się udać. Ważne tylko, by nie trafić na jakiegoś dupka. Zdawać sobie sprawę z różnic i szanować je.

...i by samemu nie być dupkiem.

10 komentarzy:

  1. To tak się skończyła ta historia.
    Naiwne dziewczyny wszędzie mają przechlapane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze zobaczymy, czy nie będzie na mnie czatował, jak się tatuaż zagoi i pójdę na basen :D

      A co do naiwnych dziewczyn - tutaj to jest trochę inaczej, bo zupełnie inaczej odbierają umawianie się z facetem i wszelki kontakt cielesny ze względu na wychowanie. Tutaj raczej nie są popularne takie związki na wakacje, dla Europejek to jednak do przewidzenia, a jak widzę po moich koleżankach tutaj - dla nich to coś dziwnego. Jak już z kimś się zdecydują spotykać, to raczej to dla nich ważne.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy post, początek przezabawny, a potem roi się poważnie :) Duże różnice kulturowe, u nas już nieśmiali chłopcy praktycznie wyginęli :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      W Wietnamie śmiałych chłopców tyle,co w Polsce nieśmiałych :P to chyba dobre porownanie.

      Usuń
  3. świetna notka Aniu ! .. fajnie, że dajesz światło na pewne powszechne stereotypy na temat kobiet tam, które moim zdaniem są bardzo krzywdzące w dużej mierze .. podobnie jak krzywdzące wydało mi się kiedyś spostrzeżenie po wielu kielichach pewnego amerykańskiego ekspata w Londynie kiedy zapytał się 'czy w Polsce jest taka bieda, że najpiękniejsze Polki wybierają żywot call-girl w Londynie' .....

    a wiesz z tymi facetami 'białasami' to też może być nieco skomplikowana sprawa bo po prostu czasem mogą być zafascynowani inną urodą Azjatek :^) ... raz tylko w życiu całowałem się z Azjatką (Wietnamką z pochodzenia) i do dziś po wielu latach pamiętam jej niesamowite włosy zupełnie inne :^) ... czekamy na dalszy ciąg serialu basenowego :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Piotrze!
      Co do facetów - jak najbardziej się z Tobą zgadzam! Znam wielu porządnych białych facetów, którzy nie zachowują się tutaj, jak ci opisani przeze mnie. I kilku w pięknych związkach z tutejszymi kobietami. Tylko przedstawiając ten typ mężczyzny chciałam rzucić światło na to, jak tutaj wszystko wygląda - bo często mówi się, że kobiety z Tajlandii to pazerne dupy, ale jakoś zapomina się, że jednak nie tylko, że jest też druga strona... tak jak ten przykład, który rzuciłam w tekście (to nie jest niestety jedna osoba) - wielu chodzi o tak jak Kasia napisała na FP "Asian Size" i nawet się z tym nie kryją wśród innych białych (a niektóre panie jak widać na tym korzystają całkiem nieźle).

      Usuń
  4. Widzę, że Tajwan dość daleko od Azji stoi ;-) Tutaj mnóstwo "białych" dziewczyn/kobiet ma mężów Tajwańczyków, chyba więcej niż w drugą stronę. Tajwańczycy są szarmanccy, zaciekawieni "białymi" dziewczynami, umieją im dogodzić i spełniać ich zachcianki. Kobiety to lubią :-) Tak więc, masz jeszcze jeden powód do przylotu tutaj ;-)
    Są oczywiście kluby/puby, w których roi się od młodych Tajwanek gotowych na one-night stand byle tylko biały z kasą zapłacił za ich drinka, ale obie strony wiedzą wtedy, że to jest krótkotrwałe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zupełnie odwrotnie, niż u mnie, bardzo ciekawe! Trzeba mi kupowac bilet (kurcze czemu akurat jestwm spłukana po przeprowadzce?;)

      Co do ostatniego zdania, póki obie strony wiedzą co się święci, to wszystko jest ok :) nawet jeśli to są jedne z tych dziwacznych "związków"

      Usuń
    2. Dorota, mam podobne spostrzeżenia co do Korei i Japonii. Mam kilka koleżanek związanych z panami z tych krajów. Japonki z kolei często nie mają nic przeciw one-night-stand, ale z facetami z Europy nie bardzo chce się wiązać...

      Usuń
    3. Dorota, mam podobne spostrzeżenia co do Korei i Japonii. Mam kilka koleżanek związanych z panami z tych krajów. Japonki z kolei często nie mają nic przeciw one-night-stand, ale z facetami z Europy nie bardzo chce się wiązać...

      Usuń