środa, 21 czerwca 2017

Azja po dwóch latach. Co się zmieniło?

Dzisiejszy post napisałam w ramach projektu letniego Klubu Polki Na Obczyźnie. Opowiadamy w nim, jak z biegiem czasu zmieniło się nam postrzeganie naszych krajów emigracji.

***

Już niedługo minie 2 lata, odkąd przeprowadziłam się do Azji (ależ ten cas leci!). Opowiem zatem o dwóch krajach - Tajlandii i Wietnamie. Odczucia ich dotyczące i wszelkie zmiany zachodzące w podejściu do otaczającego świata mocno się zazębiają. Przenosiny z Niemiec do szalonej Azji Południowo-Wschodniej nieźle mi zakręciły w głowie. I stopniowo wywróciły wszystko w moim życiu do góry nogami.

wtorek, 20 czerwca 2017

sobota, 17 czerwca 2017

Üetliberg

Ojjj jak ciężko było wstać rano. Po powrocie z Alp wszystko bolało. Zakwas na zakwasie. Ale nie było wyjścia. Trzeba było rozprostować kończyny, ruszyć zastane kości i znowu... zasuwać pod górę. Zupełnie szczerze mówiąc - chyba dałam sobie spokój, gdyby nie to, że wyjście na Üetliberg zostało już zaplanowane z koleżanką z Klubu Polki na Obczyźnie - Gosią. Trudno było przebierać nogami nawet w drodze do tramwaju. W końcu spotkaliśmy się wszyscy we trójkę na pętli, nieopodal której rozpoczyna się szlak na Üetliberg i ruszyliśmy po górę.

Z Gosią na szczycie.

czwartek, 15 czerwca 2017

Powrót w Alpy

Od kiedy opuściłam Szwajcarię pozostał we mnie pewien rodzaj pustki. Nie mogłam już wskoczyć do pociągu i po 2-3 godzinach drogi znaleźć się w ukochanych Alpach. Nie mogłam ich podziwiać spacerując berneńskimi ulicami. Sroga to tęsknota, która trzyma się po dziś dzień. Miałam na tyle szczęścia, że kiedy już zwłóczyłam swój zad do Europy, to kolega zamieszkujący Zurych zaprosił mnie w odwiedziny. Jakżebym mogła odmówić! I jakże moglibyśmy nie pójść z tej okazji w Alpy!


środa, 14 czerwca 2017

W góry na motórze - Nui Ba Den

Niedawno wybrałam się na wycieczkę na Nui Ba Den, czyli Black Virgin Mountain. Góra znajduje się nieco ponad 100 km od Sajgonu. Umówiłyśmy się z koleżanką, zapakowałyśmy, co potrzeba do plecaków... i w drogę! Najgłupszym pomysłem na świecie jest, kiedy to ja planuję trasę (a jakoś tak wypada, że zwykle podczas wypraw ze znajomymi to mi przypada to zadanie). To się nie może dobrze skończyć. Nie skończyło się dobrze i tym razem. Mimo, iż ponad połowę drogi znałam doskonale nie obyło się bez małych sprzeczek z koleżanką.


czwartek, 1 czerwca 2017

Pekin

Muszę powiedzieć, że wcale nie byłam szczęśliwa lecąc do Pekinu. Raz, że jeszcze mi było mało i Polski i Szwajcarii i opuszczałam Europę z takim ogromnym niedosytem, że się w głowie nie mieści... A dwa, że się ciut pochorowałam. Alpejskie wiatry i śniegi dały mi popalić i na lotnisko jechałam z bólem łba, gardła i glutem u nosa.