wtorek, 28 lutego 2017

Batu Caves

Jaskinie Batu były jednym z miejsc, które koniecznie musiałam zobaczyć podczas wizyty w Malezji. Pierwszego dnia, kiedy przyleciałam do Kuala Lumpur, nie było na to wystarczająco czasu. Postanowiłam, że najrozsądniej będzie poświęcić na jaskinie Batu dzień przed samym wyjazdem.


środa, 22 lutego 2017

Bagan

Tym razem w autobusie nie było niepotrzebnych przystanków. Na pożywienie się - nie żebym potrzebowała, ale skoro dali kluchy to jadłam; na toaletę (normalnie, a nie w krzakach) i tyle. Ale spać jakoś nie mogłam, Telepało niemiłosiernie. Kiedy o 3.30 znalazłam się na dworcu w Bagan odetchnęłam z ulgą. Ale nie ma lekko - tam, jako sępy czekali taksówkarze. Ja zaspana, oczywiście chciałam szybko dostać się do hotelu. Normalnie wymijam naganiaczy i idę szukać gdzieś dalej, bo nie lubię takiego zaczepiania. Ale środek nocy i zimno - było mi wszystko jedno. Niestety... przewoźnik, który upatrzył sobie mnie na ofiarę był wyjątkowo nachalny. Miał aparycję zakapiora i próbował mnie zmusić, żebym jechała jego tuk-tukiem, próbując zaprowadzić mnie zaprowadzić gdzieś poza parking busów. Przekonywał, że taksówki są bardzo drogie.


niedziela, 19 lutego 2017

Inle Lake #2

Kiedy obudziłam się i zeżarłam śniadanie ciesząc oczy pięknym widokiem (posiłek był podany na dachu hotelu) postanowiłam po traumatycznych przejściach dnia poprzedniego upewnić się, że mój hotel w Bagan będzie cacy. Poprosiłam obsługę o wykonanie telefonu do Bagan i potwierdzenie, że przyjadę około 3-4 w nocy i że pokój dla mnie wtedy będzie dostępny (mimo, iż wysłałam wcześniej maila oraz, że zaznaczyłam "late check-in" na stronie agody). Przez telefon wszystko się zgadzało. Czułam się spokojniejsza.


wtorek, 14 lutego 2017

Inle Lake #1

Kiedy po pogoni za autobusem z Yangon do Nyaung Shwe usadowiłam się na miejscu z samego przodu odetchnęłam z ulgą. Dalsza część podróży zapowiadała się dobrze. Miałam dwa wolne siedzenia do dyspozycji. Dostałam picie, ciastka, kocyk, a nawet szczoteczkę do zębów. Kocyk bardzo się przydał, bo Birmańczycy kochają poszaleć z klimatyzacją. Termometr w autobusie wskazywał 17 stopni. Ale opatuliłam się grubo, do sandałów wdziałam skarpetki, temperatura zatem była mi niestraszna!

rybak z Inle Lake

środa, 8 lutego 2017

Yangon

Drugiego dnia w Yangon moim celem było obejrzenie świątyni Shwendagon. Bardzo daleko tam nie miałam, a że jak zaobserwowałam - wszystkie samochody stały w korku, to postanowiłam przejść się pieszo. Drugi dzień z rzędu nie mieściło mi się w głowie, że tak wielkie azjatyckie miasto (ponad 7 mln mieszkańców, Sajgon ma o milion więcej jedynie!) może być tak mało chaotyczne. W HCMC w życiu nie wybrałabym się na spacer bez drżenia o życie i rozstroju nerwowego po 10 minutach.


niedziela, 5 lutego 2017

Wyprawa do Birmy - Yangon

Na podróż do Birmy zdecydowałam się dosyć spontanicznie. Wiedziałam, że nie chcę święta Tet spędzać w Sajgonie, bo żal byłoby nie dowiedzieć jakiegoś nowego miejsca, jak jest aż tydzień wolnego. Niedosyt co do Birmy miałam, odkąd mieszkałam w Sangkhlaburi - bo był tylko rzut beretem stamtąd, parę razy nawet przeszłam przez granicę, ale nigdy nic ciekawego nie widziałam. No i udało się. Wolne, w miarę niedrogie bilety - kupiłam więc!


sobota, 4 lutego 2017

Melaka i malezyjskie wesele

Po długiej nocy w malezyjskim nocnym autobusie dotarłyśmy do Melaki. Ja nawet się nie obudziłam na końcowej stacji (zeżarłam po raz kolejny anythistaminę - żeby nie swędziało jeszcze po Cameron Highlands i żeby dobrze się spało po drodze). Spałam, jako trup i byłam wysoce nieszczęśliwa, kiedy Gandzia oznajmiła mi, że to już pora wysiadać. 

środa, 1 lutego 2017

Langkawi #2

Nie samą plażą i tanim napitkiem na Langkawi człowiek żyje... Przed wyjazdem postawiłyśmy sobie za cel wybrać się także w góry. Na początku myślałam o motocyklowym wjechaniu na Gunung Raya - najwyższy szczyt na Langkawi. Po szybkiej kalkulacji okazało się, że niestety musiałybyśmy się tam wybrać z plecakami, bo do promu wiele czasu nam nie zostało. Dwie dziewuchy, zapakowane toboły, jedna motórzynka - NIE. To oznaczałoby przeszywający ból tyłka po raz kolejny. Padło zatem na Gunung Mat Cincang.