środa, 12 lipca 2017

Mieszkaniowe dramaty w Wietnamie

Gorące, niczym świeże bułeczki historyjki z poszukiwania mieszkania w Wietnamie. Na szczęście nie przeżyłam zbyt wielu traum. 2 moje pierwsze mieszkania były zorganizowane przez pracę. Powodzie wieczne dały mi popalić, więc z chęcią przyjęłam propozycję szefa, że zamiast firmowego mieszkania dostanę po prostu dodatek pieniężny, a szukaniem nowego lokum i formalnościami zajmę się sama.

widok z balkonu w nowym domu - poszukiwania udały się

Andrzeje klimatyzacji, Janusze mechaniki

Na fali ostatnich wydarzeń i nadmiernych ekscytacji niedziałającą klimatyzacją postanowiłam napisać o azjatyckich fachowcach i załatwianiu spraw wszelakich, co człowieka może czasem przyprawić o udar mózgu i wrzody żołądka.

Jednak najpierw pozytywy. A jak pozytywy, to...

Tajlandia! Zegarek dla tajskich fachowców ma średnie znaczenie, ale jak mają się zjawić, to się zjawią. I naprawią. Wszystko. W trymiga. Chyba, że akurat np. prądu braknie, to wtedy zjawią się, jak tylko prąd wróci.
Tajowie to świetne złote rączki. Jeden człowiek naprawia wszystko. Jestem pod ogromnym wrażeniem ich wyobraźni, bo jakąś brakującą część potrafią wytworzyć z tego co im się akurat nawinie. Mało tego - to, co zrobią potrafi działać długi czas. Ogromne zaskoczenie na plus.
A mechanicy do motocykli, to już jest zupełnie coś niesamowitego - ciach, ciach, ciach - naprawione. I to za jakieś śmiesznie niskie ceny. Wszystko od ręki, no chyba, że nie mają części, które muszą skądś dostać (a magicznie szybko są w stanie je pozyskać). Za załatanie dziury w oponie to koszt rzędu 20 BHT (2zł!), a trwa tyle, że człowiek ledwie zdąży obalić małego browarka.

tajski warsztat

Teraz, już gorzej,czyli...

wtorek, 11 lipca 2017

Dalekowschodnie romanse

O miłościach i romansach napiszę dzisiaj, jako najwyższej klasy ekspert rodzaju: nie znam się, więc się wypowiem, gdyż ostatnia moja randka była tak dawno, że nawet najstarsi górale nie pamiętają. Jedyny amant, jakiego zupełnie przypadkowo wyrwałam w Azji był Amerykańcem, a odbyło się to tak: piję browara sama werandzie na tajskiej wsi, dopiero co po wprowadzeniu się. Nie znam we wsi nikogo. A tu drogą idzie białas i dzierży w dłoni piwo, wołam więc, abyśmy napili się razem (w celu zapoznania się z kimkolwiek w Sangkhla, a przy piwie - dobrze rokowało). Jak się później okazało - lepiej byłoby siedzieć cicho! Przemilczę to jednak i przejdę do ciekawszych sytuacji.


środa, 5 lipca 2017

Taterki i Pieniny

Przyjechać do Polski i nie pójść w góry? Byłaby to niemożliwość. Już kilka dni po moim przylocie z Pekinu wygrzebałam trepy, ciepłe ciuchy, czekan (który nieco podpleśniał przez dwa lata, a i tak przydał się tylko do podrapania po plecach nawiasem mówiąc) i inne potrzebne przyrządy i wraz z rodzicami pojechaliśmy w Tatry.  

środa, 21 czerwca 2017

Azja po dwóch latach. Co się zmieniło?

Dzisiejszy post napisałam w ramach projektu letniego Klubu Polki Na Obczyźnie. Opowiadamy w nim, jak z biegiem czasu zmieniło się nam postrzeganie naszych krajów emigracji.

***

Już niedługo minie 2 lata, odkąd przeprowadziłam się do Azji (ależ ten cas leci!). Opowiem zatem o dwóch krajach - Tajlandii i Wietnamie. Odczucia ich dotyczące i wszelkie zmiany zachodzące w podejściu do otaczającego świata mocno się zazębiają. Przenosiny z Niemiec do szalonej Azji Południowo-Wschodniej nieźle mi zakręciły w głowie. I stopniowo wywróciły wszystko w moim życiu do góry nogami.